Złodzieje alkoholu
Zgubiłem klucz do domu
Ukradną mi gitarę
Z pokoju po kryjomu
Wyniosą meble stare
Z lodówki wezmą piwa
I kromkę z margaryną
I będa to spożywać
Z piwnicy krojąc wino
Potem opróżnią barek
Kolekcję moich trunków
Więc ja im łby rozwalę
By ustrzec się rabunku
Zamiast wymieniać zamki
Zawieszę w drzwiach obrzyna
Zaczepię spust do klamki
To chwilę ich zatrzyma
W łazience kran otworzę
Na ziemię strumień wody
W kałużę potem włożę
Z kontaktu dwa przewody
Doleję domestosu
Do wódki w barku skrytej
Wzbogacę też w ten sposób
Samogon oraz prytę
Jesli o czyms zapomnę
I tak to nic nie zmieni
Nie przyjdzie złodziej do mnie
Bo klucz wciąż mam w kieszeni
23.04.2005 r.
^do góry^ Niedamysię
1.
Skończyło się w garażu granie
Wpadła kobieta w różowym kaftanie
Najpierw na podjeździe wykonała pogo
Potem drzwi podparła, przystawiła nogą
Ref.
Tak więc zostaliśmy bez dachu nad głową
Za to piekło pochłonie sąsiadkę nerwową
Że hamuje rozwój kultury i sztuki
Klątwa na nią, jej dzieci, wnuki i prawnuki
2.
I zaczęła krzyczeć, że brak nam kultury
Że jesteśmy wstrętne, podłe kreatury
Że tak być nie może, że na policję leci,
Że tutaj tak głośno, a w domu śpią dzieci
3.
Skoro taki wielki problem miała z nami
Korzystniej by było ja ścisnac tymi drzwiami
wykopać jej grób i tam ja pochować
Nie będzie nas już więcej stresować
02.07.2005 r.
^do góry^ Rozpuszczalnik
1.
To mała butelka,
A przyjemność wielka
Gdy ci w mózgu znika
Moc rozpuszczalnika
Wdychasz, żebyś poczuł
Jak ci świat sprzed oczu
Ucieka powoli
I że nic nie boli
Ref.
Jeszcze jeden wdech
A bym pewnie zdechł
Lecz nie będę się bał
Poszedłbym do nieba
2.
Nie wiem co się dzieje
Płyn z folii wietrzeje
Na ryj sie wywalę
A lecieć chcę dalej
Więc kolegę wzywam
By dolał paliwa
W reklamówkę więcej
I dalej sie kręcę
3.
Widze od tej pory
Przyjazne kolory
Wokoło mnie wszędzie
Łagodne krawędzie
I obraz rozmyty
Jak w oku podbitym
Przytłumione dźwieki
Muzyka i jęki
4.
Ostatnio już prawie
Co noc się tak bawię
Gdy oczy zamyka
Woń rozpuszczalnika
Kiedy przyjdzie ranek
Znów na nogi wstanę
Na zakupy wielkie
Po nową butelkę
28.08.2005 r.
^do góry^ Śmierć perkusisty
1.
W połowie drogi spotkałem kobietę
Z ręki mi dała sześć dziwnych tabletek
Połknąłem pierwszą i nagi stałem
Sam przed wysokim jak dom trybunałem
Ref.
Zbyt mało pali
Więc raczej mnie spal
I drzewa ścinali
By wbić mnie na pal
2.
Sześćiu przede mną wysokich drwali
Na śmierć mnie skazało, lecz wybrać mi dali
Żeby zagłuszyć nią moje zbrodnie
Sam mogłem znaleźć dla śmierci melodię
3.
Wsadź sobie w dupę swoje melodie
Ja to wiedziałem i mnie z tym wygodnie
Że w końcu złożę pod topór szyję
I osiemnastu lat nie dożyję
23.02.2006 r.
^do góry^ Armia
1.
Czyja to wina, że mesztem mnie kopie
Gdy leżę pod łóżkiem we własnej ropie
A kapral się moim ręcznikiem podciera
Może pana premiera?
Przez niego tu dzieci z liceum prowadzą
Ja jeśli stąd wyjdę lekarze mi dadzą
Żółte papiery z zaświadczeniem: wariat
Tyle zrobiła mi armia
Ref.
Dobrze się czasem bawić kutasem
Mając pięć palców na swe usługi
Wspominasz dupy jedna po drugiej
To bardzo odświeża polskiego żołnierza
[Władysław Broniewski]
2.
Czyja to wina, że mnie tu zesłano
Mało jest przyjemnie, gdy codziennie rano
Płucze mi głowę woda w kiblu bystra
Może pana ministra?
Po schodach kolegę na górę prowadzę
Złamali mu nogi, bo poczuli władzę
Tak biją, gdy ich kurwica ogarnia
Tyle zrobiła nam armia
3.
Raz tylko do roku są trzeźwi i czyści
Na baczność w mundurach stawiani sadyści
Gdy premier ogląda ich, wącha i liczy
I nie wie, że twarz jego jest na tarczach strzelniczych
Aż w końcu jakiś desperat w mundurze
Ustawi polityków w szeregu przy murze
Ciała porozwiesza za pysk na latarniach
Tyle zrobi wam armia
07,08,09.07.2006 r.
^do góry^ Kacze opowieści
1.
Pewien menel znany w środowisku
Zechciał Kaczyńskiemu natrzaskać po pysku
Zanim dostatecznie nisko się pochylił
Japońscy goryle mu zęby wybili
Na koniec, by lump miał na przyszłość naukę
Zjechał go prezydent niczym burą sukę
Bo jako że kaczory są całkiem nieduże
Swobodnie mieszczą jeszcze chamstwo w garniturze
Ref.
Masz Kaczyński czego chciałeś
Ja wiem, że Jarek jest pedałem
Dlatego was złości
Parada równości
2.
Endrju czyli Wielka Nadzieja Brązowych
Nerwowy oderwany gradem od krowy
W starciu z prokuratorem nie doczekał drugiej rundy
Wytrzymał zaledwie pięćdziesiąt trzy sekundy
Smutny Roman nowomodnie od garnka ostrzyżony
Z wysokości dwóch metrów pluje na zasłużonych
Poza tym w telewizji wypada średnio ładnie
Widzą go w dzienniku, to piorą czym popadnie
3.
Polityk w kościele, bandyta w pałacu
Fachowiec za granicą, artysta na kacu
Dziwka na poboczu, menel w piaskownicy
Złodzieje w urzędach, dzieci na ulicy
To środek Europy w dwudziestym pierwszym wieku
Rządzony przez faszystów i byłych esbeków
Ja kończę flaszkę i pakować się zaczynam
Bo żołądkowa gorzka mnie tu tylko trzyma
19,20.09.2006 r.
^do góry^ [***]
Jeśli mi się kiedyś zdarzy
Ciężkie poparzenie twarzy
Oby nie
Jeżeli mnie kiedyś spotka
To, że zacznę gnić od środka
Dobij mnie
Kiedy już nie będę w stanie
Zabić za ignorowanie
Moich słów
Gdy zapomnę raz nazwiska
Towarzyszy od kieliszka
Znów i znów
Jeśli kiedyś nie powiecie
Mi na jakim żyję świecie
Się zdziwię
I otworzę żyłę w ręce,
Bo nie mogę żyć już więcej
Prawdziwie
Grób mój niechaj będzie prosty
I niech rosną na nim osty
I chwasty
Niech się nie wyróżnia niczym,
A wy pijcie tam ze zniczy
Toasty
Lepiej szybko żyć i z nożem
I z butelką, pomimo że
To boli
Niż hodować się jak pastwa
Na kolację dla robactwa
Powoli
30,31.12.2006 r.
^do góry^ Wierszyk
Dziecko to jest dar od Boga
Piękna macierzyństwa droga
Winna być owocem seksu
Bez pigułek i lateksu
Lecz, gdy zdarzy się awaria
Tak, jak uczą w seminariach
To już dziecko się poczęło
Nowe życie rozwinęło
Ref.
Dziecko!
Dziecko!
To wierszyk
o dziecku!
Dajmy żyć małemu życiu
Wychowajmy, szkolmy w piciu
Będzie kiedyś naszym bratem
Jak dla Jezusa Piotr i Paweł
Więc, gdy dziecka niezbyt chcemy
To żyć dajmy, choćby po to
By w przyszłosci ono także
Dało żyć starcom w maraźmie
Uważajcie z plemnikami
Tabletkami, kondomami
Bo za chwilę zapomnienia
Pójdziesz nawet do więzienia
Złapiesz kiłę, syfa, wilka,
Wrzód macicy, albo HIVa
Lecz, jak mawiał święty Łukasz
Chuja ręką nie oszukasz
By wacek 2005r.
^do góry^ Zły
1.
Krew, którą mam na nogach,
To krew mojego wroga
Pobity i opluty,
Dostał mi się pod buty
Zginie dlatego że
Pomocy wołać nie może
Kiedy mu gardło rani
But mój na jego krtani
2.
Krew, co zalewa oczy
Chce bym jej wytoczył
Plamiąc na zawsze ręce
Z wrogów żył jeszcze więcej
Więc gdy chcesz zostać zdrowy
Lepiej nie podnoś głowy
Bo jak się jeszcze wkurwię
Wezmę i ci ją urwę
Ref.
Jeśli chcesz urwać mi włos z głowy
W tym miejscu wyrośnie mi sto nowych
I zmarszczę brwi, żeby cię dopadły
Psy, albo sięgnął piorun nagły
3.
Za stratę krwi dwóch kropel
Wypuszczę z ciebie ropę
I juchy twojej morze
Moim toczonej nożem
Za jeden ząb ze szczęki
Zdychasz, a twoje jęki
Wiedz, że mnie nie obeszły
Wytarłem w nie podeszwy
4.
Taką nieograniczoną
Władzę mi w garści złożono:
W lewej ręce mam płomienie
Prawą ręką trzęsę ziemię
Za mną na smyczy spokojna
Idzie w kagańcu wojna
A ciekawe, co się stanie
Jeśli zdejmę jej kaganiec?...
Ref.
31.01 i 04.02.2007 r.
^do góry^